Myrmes

Sala klubu planszowego w Młodzieżowym Domu Kultury w Gliwicach (MDK). Siedzimy przy Myrmes. Paweł tłumaczy cierpliwie reguły, Leszek zadaje durne pytania tylko po to żeby Pawła wyprowadzić z równowagi, Maciek się chichra, a ja usiłuję grę ogarnąć. Paweł od niedawna jest ojcem i cierpliwość mu się przyda. Wszyscy pomagamy Pawłowi tę cierpliwość ćwiczyć. Z boku siedzi Merry i łypie. Merry ma najfajniejszą pracę na świecie – jest opiekunką planszowego koła w MDK i ma za zadanie pilnować, żebyśmy się nie pozabijali.  Dlatego Merry łypie zawodowo.

Myrmes z reguł jawi się jako przyjemne euro. Zarządzam własnym mrowiskiem niczym rasowa królowa. Zarząd polega głównie na wstawianiu pionków na pola akcji (takie wysyłanie robotników do roboty). Mogę w ten sposób pozyskać członków mrówczej rodziny: larwy, robotnice czy żołnierzy. Mogę rozbudować mrowisko, a mrówki mogę  wysłać na powierzchnię. A tam czeka łąka, kwieciem pachnąca. Na łące zaś surowce. A jak je pozyskać? Trzeba pozwolić robotnicy, by rozsiała feromony.

Feromony to różnej wielkości heksagonalne płytki, którymi zakrywamy połacie terenu. Walka o terytorium zaczyna być istotna. Więcej feromonów równa się więcej zasobów. Problem w tym, że po wyjściu na powierzchnię i odwaleniu czarnej roboty (np. zaferomowaniu kawałka planszy) mróweczka kopie w kalendarz.

– Ale jak to? – pytam – robaczek rozsiewa miłosne zapachy i co?

– I awansuje do roli humusu – odpowiada Leszek.

– Mało to klimatyczne i jakoś mało dla mnie zrozumiałe.

– Ale mechanicznie funkcjonalne.

Fakt. Mrówki giną, dlatego ciągle trzeba starć się o nowe. Obracam w palcach plastykową mróweczkę (są takie w pudełku) i dumam nad ciężkim losem owadziej rodziny. Tymczasem tłumaczenie zmierza ku końcowi. Okazuje się, że moi żołnierze mogą niszczyć cudze pola feromonów (lubię bezpośrednią interakcję, a w euro zazwyczaj jest jej jak na lekarstwo) i mogą atakować inne robactwo. RPG-owcy nazwali by to robactwo bohaterami niezależnymi, bo w istocie po planszy wałęsają się niczyje robaczki, które, jak określił Leszek „można przerobić na paszę”.

– O patrzcie biedronka, termit i… Co to jest? – tym razem Merry przerwała Pawłowi wskazując na robactwo rozrzucone po planszy. – Korzeń ty ponoć jesteś leśnikiem z wykształcenia. Powinieneś znać się na owadach.

Jasne, że się znam. Kończyłem technikum leśne 15 lat temu i o robalach pamiętam tyle, że ich nie lubię. Ale trzeba trzymać fason.

– To jest kleszcz – odpowiadam z powagą.

– Poważnie? A nie pająk przypadkiem? Liczba odnóży wskazuje bardziej na pajęczaka.

– To jest kleszcz – trzymam fason, że hej. – A jeśli liczba odnóży się nie zgadza, to pewnie jest błąd edytorski. Paweł mówił, że na kilku płytkach są pomieszane kolory surowców, pewnie dorysowali też kleszczowi za dużo nóg.

Chociaż byłem śmiertelnie poważny i tak nie uwierzyli. Cóż reputacja leśna legła w gruzach, nie pierwszy raz z resztą.

Wreszcie zagraliśmy. I wiecie co? Fajnie było. Jakoś szybko wszyscy załapali o co chodzi, gra zaskoczyła. Uwaga fani Agrcoli – jest element żywieniowy! Przez trzy tury mrówki pracują (od wiosny do jesieni), a zimą trzeba je nakarmić. I tak przez trzy lata. Są też kostki. Ja lubię kostki w euro. Tutaj rzutem K6 określa się przywilej panujący w danej porze roku. A to pojawi się urodzaj na larwy, robotnice lub żołnierzy, albo mrowisko można rozbudować sprawniej, albo robotnice zasuwają dalej. Nie łudźmy się jednak, Myrmes to klasyczny wyścig po punkty. Najwięcej można ich zdobyć prawdopodobnie wypełniając zadania specjalne polegające na zgromadzeniu odpowiedniej ilości surowców/pól feromonów/mrówek różnego rodzaju.

Myrmes może nie rewolucjonizuje gatunku, ale dla fanów euro sucharów będzie jak znalazł. Jest tu mix znanych mechanik działających sprawnie, podany w oprawie rzadko stosowanej w grach ze starego kontynentu (nie jest to kolejna gra z nazwą geograficzną w tytule, hurra, jest za to nazwa zoologiczna, hurra razy dwa). Polecam przynajmniej przetestować.

Autorzy zdjęć: henk.rolleman, W Eric Martin, Camdin (nazwy nicków). Zdjęcia pochodzą z serwisu boardgamegeek.com

  • Grafika: 7/10

    Plansze mrowisk raczej bure, ale to zrozumiałe, za to plansza terenu całkiem kolorowa. Duży plus za plastykowe mrówki – fajny gadżet.

  • Trudność: 7/10

    Ilość zasad i szczegółów może nie przytłacza ale dla niedzielnego gracza do ogarnięcia i opracowania strategii raczej po drugiej lub trzeciej rozgrywce.

  • Ocena: 7/10

    Zdecydowanie dla fanów euro

  • Filip Grochowina

    Właśnie wczoraj wieczorem pierwszy raz odpaliłem Myrmes. Zagrałbym jeszcze raz, bo gra jest dość krótka i trudno nadrobić błędy w postaci straconych, bezsensownych lub wybitnie nieopłacalnych ruchów. To właśnie ciekawość wypróbowania innej drogi rozwoju mojego mrowiska sprawi, że ten tytuł raz jeszcze wyląduje na moim stole.

  • pelnaparaZnadPlanszy

    Zagrałem 3 razy online i po tych 3 partiach gra się nam znudziła – tak permanentnie.
    Nie ma w niej niczego, co mogłoby zaskoczyć.
    Zapewne gdybym nie grał wcześniej w tonę innych eurosów, Myrmes wydawałoby się grą ciekawą, a tak jest zaledwie jedną z wielu w szeregu.

    Analogiczne odczucia miałem grając w Amyitis – wszytko fajnie, ale po kilku partiach wieje nudą.
    Patrząc na Ystari z perspektywy czasu chyba najbardziej lubię Ys.

    • Marcin Korzeniecki

      gra robiona wg wszelkich euro standardów i po mojemu przeznaczona dla graczy, którzy chcieliby euro z czymś nowym, ale najlepiej, żeby zbytnio nie odbiegało od klasyki gatunku (tak wiem, że brzmi jak masło maślane, albo lepiej jak tekst menadżerski 🙂

      • pelnaparaZnadPlanszy

        Dokładnie taka zachowawcza, rzemieślnicza robota.
        Niby wszystko się ze sobą klei, niby ma niezbędne szlify, ale niczym nie błyszczy.
        W moim przypadku, zaczynam bardzo mocno doceniać gdy jednak coś pobłyskuje 😉

  • Magda Glińska

    A kleszcze to przypadkiem nie ośmionogie pajęczaki?

    • Marcin Korzeniecki

      ja tam się nie znam dokładnie. Już się do tego przyznałem 🙂