Unpub – konwent kuluarowy

Gdzie najczęściej koncentrują się domowe imprezy?

W kuchni.

Bo można odsapnąć i porozmawiać sącząc coś kolorowego.

W kuchni panuje chillout.

Gdzie swobodnie dyskutuje śmietanka towarzyska podczas oficjalnych rautów?

W kuluarach.

Bo można poluzować krawat, pozwolić sobie na niewymuszony dowcip i spuścić powietrze.

W kuluarach robi się najlepsze interesy.

Dlaczego o tym piszę? Jak zapewne się domyślacie, taki właśnie był Unpub. Swobodny, branżowy konwent na luzie. W tym samym miejscu i czasie odbywał się też mini pionek, ale prototypy zdecydowanie zdominowały bojkowską imprezę. Mieliśmy też dwie ciekawe prelekcje.

Łukasz Piechaczek z wydawnictwa „Portal” przedstawił koszty związane z wydaniem gry. Jeśli uważacie, że taka wiedza twórcy niepotrzebna, jesteście w błędzie. I to sporym. Autor, już na etapie tworzenia, powinien brać pod uwagę ile będzie kosztować przekucie pomysłu w gotowy produkt i czy ten produkt będzie opłacalny. Zrobienie gry, która ze wszystkimi komponentami zamkniętymi w pudełku będzie ważyć kilka kilogramów to strzał w stopę dla nieznanego autora. Łukasz wycenił po kolei wszystko co istotne, od kart, po kości, elementy drewniane, pudełko, planszę, żetony, figurki itp.

Druga prelekcja poświęcona była crowdfundingowi. Krzysiek Wolicki z wydawnictwa „Red Imp” przedstawił blaski i cienie zbiórek społecznościowych. Okazało się, że zrobienie gry, to najprzyjemniejsza część procesu. Potem zaczyna się zabawa z wysyłką, rozliczaniem podatkowym, cłami, współpracą z zagranicznymi partnerami, itp. Krzysiek na nowo odkrył przed nami sens słowa logistyka, które przy crowdfundingu okazało się kluczowe.

Na konwencie pojawili się również przedstawiciele innych wydawnictw. Michał Ozon z „Phalanx Games Polska”, Marcin Ropka z „Fabryki Kart Trefl Kraków” i Michał Sieńko z „Fabryki Gier Historycznych” aktywnie włączyli się do dyskusji, dzieląc swoją wiedzą. Podczas prelekcji powstał swoisty panel dyskusyjny. Wydawcy tłumaczyli, konwentowicze zadawali pytania, słuchali, zapisywali. Know-how wisiał w powietrzu tak gęsty, że można było kroić go nożem i podawać na talerzykach do ciasta.

A gry zapytacie? Co z prototypami?  Na Unpubie można było zagrać w około 20 projektów gier. Wszystkie były schludnie wykonane, niektóre wręcz wyglądały jak już wydane gry, inne były na krok przed wydaniem. Większość tych gier jest zdecydowanie grywalna, atrakcyjna i chciałbym je mieć na półce. W zasadzie już. Zaraz. Byłem zaskoczony poziomem prac, ciekawymi pomysłami i rozwiązaniami. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że poświęcam czas na produkty „gorsze”, bo jeszcze nie wydane.

Na koniec  słów kilka o klimacie. Nie bez powodu nazwałem Unpub konwentem kuluarowym. Spotkali się tu gracze, wydawcy i twórcy. Mogli siąść przy jednym stole, zagrać, pogadać, dostać tonę dobrych rad, a przede wszystkim poznać się nawzajem, co wszystkim wychodzi na dobre. Testy trwały do późnych godzin wieczornych. Nie słyszałem, żeby ktoś wyszedł niezadowolony.

Wieczorem, po powrocie do domu, zdałem sobie sprawę, że od kilku lat czekałem na taki konwent. I wreszcie się odbył. Wystarczyło go zorganizować.

Dziękuję Marzenie Nowak-Trzewiczek za współorganizację. Zdjęcia, które oglądacie poniżej są Jej autorstwa.

Następny Unpub w Bojkowie już 5 września. Nie przegapcie, bo sporo stracicie.