Chrupek, Łoskot i spiżarnia do wyczyszczenia

Klimat w grach ma znaczenie. Zwłaszcza w grach dla dzieci. Dzisiaj opowiem o grze, w której występują wszystkie kanony opowieści dla maluchów: są sympatyczni bohaterowie, jest walka o słuszną sprawę, czarny charakter i dobro, które zawsze (no prawie zawsze) zwycięża.

Głównym bohaterem gry Myszki w opałach jest Chrupek – mysz, która ma bardzo liczną i bardzo głodną rodzinę. Chrupek rusza zatem do spiżarni po zapasy. Do wyniesienia jest jakaś tona jedzenia i jedna przeszkoda. Kot Łoskot. Jak tylko kocur usłyszy hałas rusza w stronę drzwi spiżarni. Jeśli tam dotrze, myszki… znajdą się w opałach!

Centrum gry stanowi plansza, na której znajduje się spiżarnia z różnymi rodzajami jedzenia. Z boku jest też droga, którą porusza się kot. Kiedy Łoskot dotrze do celu gra zakończy się porażką wszystkich graczy. Różne rodzaje jedzenia są na tyle duże, że zostały podzielone na części, które można wynieść. A jak tego dokonać? Rzucając specjalnymi kostkami. Kości są trzy, a na ściankach mają wymalowane odpowiednie symbole: ser, marchew, ogórek, ryba, pieczywo i fiasko. Po każdym rzucie gracz musi umieścić przynajmniej jedną kość na wolnym polu planszy z namalowanym odpowiednim rodzajem jedzenia. Pozostałe kości gracz może przerzucić jeśli chce. Jeżeli po rzucie nie można umieścić kości na planszy, traci się turę, nie wynosi żadnego jedzenia, a kot rusza w stronę spiżarni. Jeśli rzuty się udały, Chrupek wynosi jedzenie (zaznacza się to zastępując kości na planszy żetonami). I tu wkrada się mały, ale bardzo istotny szczegół. Jeśli w danej turze udało myszce zakończyć wynoszenie jakiegoś smakołyku (na przykład zapełnić żetonami całą marchewkę), Łoskot stoi w miejscu. Jeżeli nie udało się tego dokonać – kot słyszy hałas i rusza do przodu.

Jak widać mechanika jest prosta i łatwa do przyswojenia, jednak gra wcale nie jest banalna. Jak na grę dla dzieci, wkrada się tu sporo elementów strategicznych. Naprawdę warto zastanowić się czy wykonywać kolejne rzuty kośćmi, czy odpuścić, zwłaszcza pod koniec gry. Najlepiej tak grać, by w miarę równo wynosić wszystkie rodzaje smakołyków. Jeżeli na początku gry zapełnicie wszystkie pola z serem, to przy kolejnych rzutach ser będzie traktowany jak fiasko (nie można kości z serem umieścić na planszy, bo nie ma już wolnego miejsca). W związku z czym zwiększa się ryzyko nieudanych rzutów. W tej samej turze nie opłaca się kończyć dwóch różnych przysmaków, warto jeden zostawić na później.

Myszki w opałach są grą kooperacyjną, czyli wszyscy staramy się wynieść jedzenie ze spiżarni, zanim Łoskot dotrze do drzwi. Częstym zjawiskiem występującym w grach kooperacyjnych jest tzw. syndrom lidera, czyli sytuacja, gdy jeden z graczy, bardziej obeznany, dyktuje innym co robić. Syndrom lidera występuje również w opisywanej tu grze, jednak uważam go za atut. Myszki w opałach są grą przeznaczoną dla dzieci od pięciu lat. Grałem z pięciolatkami i wiem, że nie pojmują wszystkich zależności gry od razu. I tu przydaje się dorosły. Mama lub tato delikatnie podpowiada dziecku co można zrobić i jakie będą tego konsekwencje. Jednocześnie dorosły sam świetnie bawi się przy grze. Myszki mają doskonale dopracowany element skalowania emocji. Na początku jest łatwo, prawie każdy rzut wiąże się z powodzeniem. Pod koniec gry, gdy większość pól jest pełna, dzieciaki aż zaciskają pięści z emocji. Kot jest już blisko spiżarni, a do ukończenia gry potrzeba, by wypadła jedna mała rybka. I okrzyk radości, kiedy rzut się uda.

Myszki w opałach posiadają aż trzy warianty rozgrywki. Dwa wiążą się z różnym układem przysmaków, na dwustronnej planszy . Ostatni wariant to wyższa szkoła jazdy. Oprócz standardowych zasad pojawia się konieczność układania kości wyłącznie w rzędzie lub kolumnie. Osobiście polecam rodzicom położenie dzieci spać, przećwiczenie samodzielnie wszystkich wariantów ( w grę można spokojnie zagrać samemu) i po takim przygotowaniu rozpoczęcie rozgrywek następnego dnia, już z dzieckiem. Gwarantuję dobrą zabawę, zarówno wieczorem, jak i rano z pociechą.

Na początku recenzji napisałem o klimacie w grach. Wydawnictwo Lucrum Games wpadło na bardzo dobry pomysł. Korzystając z profilu na facebooku ogłosiło konkurs na polską nazwę gry (oryginalna brzmi Mmm). Wygrały Myszki w opałach, a zaraz potem pojawił się główny bohater Chrupek z żoną Pulpecją i ich największy wróg – kot Łoskot. Zabawna historyjka trafiła do instrukcji, a gra zyskała fabularną głębię.

Na koniec zostaje mi rozprawić się z mniej przyjemnym aspektem, czyli ceną. Standardowo grę można kupić za 75 – 80 zł. Jeśli chodzi o jakość wydania wiemy za co płacimy. Dwustronna, gruba plansza, grube żetony myszek, trzy drewniane, malowane kości (większe od standardowych), kot plus dobrze napisana instrukcja. Całość zamyka się w całkiem sporym pudełku wielkości Carcassonne. Zatem czy warto wydać pieniądze? Warto. Otrzymacie grę, która da wam i waszemu dziecku dużo emocji, dzięki różnym wariantom będziecie mogli rozegrać sporo, coraz trudniejszych, rozgrywek. I najważniejsze – będziecie się bawić razem ze swoją pociechą.

Ocena: 9

Liczba graczy: 2-4

Czas rozgrywki: 15 -20 min

Autor: Reiner Knizia.